Mieszanka wybuchowa, czyli jak nie zwariowac z egzotycznym partnerem?

Świat jest ogromny i wiele jeszcze rzeczy będzie nas zaskakiwać. Podróże już nie są takim luksusem jak 20 lat temu, każdy może sobie na to pozwolić. Czy to rekreacyjnie czy też poszukujemy lepszego życia. Wybywamy w poszukiwaniu szczęścia.

Los był mi bardzo łaskawy dając tę możliwość zobaczenia czegoś więcej niż moja mieścina, którą kocham nad życie. Tęsknie każdego dnia, gdyż wiem jak wiele mnie omija z tego powodu. Teraz Ja mam swoją rodzinę tu gdzie jestem i to ona dodaje mi tej siły aby mimo tego smutku, uśmiechać się.

Dzięki za internet i komunikatory. Peace!

Love story.

Wracając do tematu, tak ojciec mojego syna jest egzotyczny, african-american! Jest to na wstępie ogromna bomba, której każdy się boi jak Malarii. Gapiąc się, komentując w infantylny sposób nie będąc świadomym tak naprawdę, że to człowiek taki sam jak cała reszta globalnej cywilizacji. Pominę ten wątek.

Zabawna sytuacja, która na zawsze utkwiła mi w pamięci, była to pierwsza wizyta Nigeryjczyka na polskiej wsi, podczas spaceru jadąca z naprzeciwka rowerem sąsiadka, Pani babcia, na widok ciemnoskórego, postawnego mężczyzny, w szoku i szybkim popłochu zjechała do najbliższej posesji chowając się za krzakiem aby móc nas bacznie obserwować z ukrycia! było to bardzo komiczne.

[Buszmen, to określenie które dość często się pojawia, nie oznacza nic obraźliwego wręcz przeciwnie dla nas to słowo, które żartobliwie odzwierciedla zachowanie, gdzie czasem się wygłupiliśmy, tzw. zbłaźnić się!]

Religia na szczęście nie jest u nas powodem konfliktu, wierzymy w tego samego Boga, duży plus że chociaż o to nie ma sprzeczek, oboje staramy się wychowywać syna w duchu naszej religii.

Znając Jego z perspektywy 4 lat, nie jest pojęte to dla mnie w jaki fantastyczny sposób Oni siebie traktują. Śmieją się, żartują z siebie i nikt na nikogo się nie obraża, każdy jest miły do swoich i pomoże bezinteresownie gdy zepsuje ci się auto na środku skrzyżowania, czy trzeba przypilnować dziecka kiedy to ty musisz iść do pracy, bezinteresownie pomoże. Nazywanie się <siostra> <brat> itp. osób krwią niespokrewnionych ze sobą to norma, jesteś z tego samego kraju, jesteśmy braćmi i mamy w naturze sobie pomagać. Wiele było sytuacji gdzie mój Buszmen mówił: „O to pewnie twoja siostra? zobaczysz ze mam rację”, a mnie szlak trafia kiedy po raz tysięczny się z nim sprzeczam i tłumaczę! w końcu odpuściłam.

Wkurzam się kiedy potrafi godzinami rozmawiać przez telefon o przysłowiowej „dupie Maryni” gdzie my Polacy musimy mieć powód, aby dzwonić do kogoś bo nie wystarczy zwykle: „Cześć, co słychać? jak się masz?” Trochę uprzejmości to nic nie kosztuje, a doszukując się drugiego dna, a bo pewnie czegoś zaraz będzie chciał/a.

Nasza powojenna mentalność wciąż tkwi w naszych głowach, to gubi nas jako naród, wyniszcza nas wewnętrznie, nasze relacje, które rodzą przemoc, spadek pewności siebie i wiele innych negatywnych emocji.

Każdy z nas jest różny pod względem wychowania i to może być problem w związku, dlatego też jeśli zastanawiasz się nad taką relacją to zastanów się więcej niż 2x zanim powiesz tak. W każdym związku są sytuacje, nad którymi trzeba wspólnie podjąć decyzję jednak musisz być przygotowana na wiele ustępstw, dla „dobra” wspólnego. Teraz bym tego tak nie nazwała.

Świadomie teraz to wiem, że pracować muszą obie strony, nieustannie.

Bariera językowa to może być początkowo problem na świeżej pary, jednak miłość jest na tyle silna że zrozumiecie się bez słów 😉 z czasem jest to kolosalne uniedogodnienie, przyprawiające o nerwobóle płatu czołowego. Ja takowe posiadam zwłaszcza jak temat schodzi na poważne tematy i delikatne zarazem, gdzie szybko puszczają mi nerwy. Jako temperamentna osoba muszę jak najszybciej wyrzucić co leży mi na wątrobie jednak polskie odpowiedniki w języku angielskim często nie oddają tego wydźwięku. W ostateczności i tak już oboje nie wytrzymujemy ze śmiechu, bo jak to kobieta zaplączę się w zeznaniach i wychodzi komedia z poważnych tematów.

Spróbujcie w ramach ćwiczenia wyrzucić z siebie „bolączki” w innym języku, ciekawe doświadczenie!

Kulinarny aspekt, tu są przeboje otóż nigdy nie nauczę się jego rodzimych potraw do gotowania, nie wiem może brak chęci, to też nie to! Nie mam nic przeciwko próbowaniu nowych smaków jednak to co jest nie atrakcyjne dla oka choćbym miała głodową śmiercią umrzeć nie zmuszę się aby jeść to codziennie! Tak samo jak on nie trawi kanapek na śniadania czy kolację.

Dziecko zmienia dużo, na ile on był w stanie pomóc to pomagał, teraz gdy młody jest już większy i wymaga intensywniejszej uwagi zaczynają się schody. Trzeba zapewnić dziecku atrakcje, zabawy z których nauczy się słówek, nauczy się sprzątać zabawki jak i wiele innych… Bo wybaczcie zabrać dziecko na dwór tylko dlatego by nie płakało to trochę słabe zachowanie weekendowych tatusiów. Zmieniamy to stopniowo.

Jak nie zwariować no cóż, chyba nie ma na to gotowej recepty. Jak by nie patrzeć nasze życie połączone jest owocem miłości i nawet śmierć nie jest w stanie tej więzi rozerwać. Razem czy osobno to i tak mamy ważny i wspólny cel, wychowanie naszego dziecka.

I tym optymistycznym akcentem zakończę dzisiejszy wpis.

A jakie są Wasze doświadczenia w związku z cudzoziemcem? jakie macie spostrzeżenia i wnioski?

Laskolady.pl

Jedna myśl w temacie “Mieszanka wybuchowa, czyli jak nie zwariowac z egzotycznym partnerem?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s